„Bezimienny” Bóg. Kilka uwag o „Imionach Boga” Dominiki Oramus

„Imiona Boga. Motywy metafizyczne w fantastyce drugiej połowy XX wieku” – Dominika Oramus, Universitas, Kraków 2012.

Książka jest interesująca jako rodzaj kompendium. W sposób jasny oraz bardzo komunikatywny zdaje relacje z treści poszczególnych utworów science fiction. Jest to bardzo ważna próba prezentacji tego, że popkultura nie pozostaje obojętna na metafizykę, wręcz przeciwnie – wyraża ją, w kolejnych dziełach polemizuje także z tradycją, czy też nawet wprowadza własne „herezje” lub wskazuje na konieczność sformułowania nowej metafizyki. To wszystko powoduje, że już z tego powodu książka ta zasługuje na uznanie. Dlatego też należy docenić sam pomysł.

Zdaje sobie sprawę, że nie jest to książka filozoficzna, jednak dosyć mocno odczuwałem niedosyt chociażby brak podstawowego dla metafizyki – czym ona jest, jak się realizuje, jaki pogląd wreszcie na nią ma sama autorka. Nawet nie chodzi o doprecyzowanie relacji pomiędzy metafizyką, religią i mistyką, ale określenie co w końcu odróżnia metafizykę od science fiction, a co jest jej podobne. Te odniesienia pojawiają się jakby przy okazji konstruowanego przez autorkę wywodu, lecz nie są komunikowane wprost. 

Przyznam, że fortunniejszym tytułem byłaby zamiana motywów metafizycznych na religijne, bowiem to właśnie do nich odnosi się najwięcej Sam tytuł byłby bardziej intelektualnie prowokujący gdyby został odniesiony do faktycznych, znanych z historii religii i mistyki, imion Boga. W ten sposób możliwym stałoby się wywiedzenie wątków metafizycznych ze śmieci (tam bowiem autorzy science fiction poszukują Boga – już nie w świątyniach, czy innych miejscach przejawiania się sacrum). Na ostatniej stronie książki dopiero pada uzasadnienie dlaczego prezentowane utwory odnoszą się głównie do metafizyki chrześcijańskiej. Dominika Oramus udziela następującej odpowiedzi: „bo do chrześcijan jest ona kierowana jako do dominującej grupy odbiorców”. Metafizyka jest zatem zależna od popularności danego wyznania. Jednak gdy spojrzymy na wcześniejszy akapit, to autorka (w manierze wrzucania wszystkiego do jednego worka) wymienia dalekowschodnich guru i mistyki instant jako „popkulturowe odpadki”. Sądzę, że ten wartościujący ton winien być poparty jakąś tezą/metafizyczną deklaracją autorki, bowiem przejawia się on także wcześniej w książce i zastanawia właściwie do czego miał on prowadzić. Skoro pojęcia/byty takie jak Bóg, Absolut pisze z dużej litery, to warto aby nawet jeśli nie pada bezpośrednie wyjaśnienie tego zabiegu, to zyskało inny kontekst, niż ten wynikający z argumentowaniem metafizyki w oparciu o popularność utworów science fiction i rynek.

Przyznam, że sama refleksja nad religią dotyczy raczej podstawowego poziomu – autorka rzadko sięga po teorie religijne i metafizyczne raczej podkreślając ich rangę poprzez otaczanie ich metafizycznymi słowami-kluczami: Bóg, Absolut, Opatrzność. Nie wiem przy tym czy te pojęcia działają w dziele, czy też przekładają się na rzeczywistość – tutaj warto byłoby rozwinąć np. interpretację dotyczącą Rona L. Hubbarda, który rozpoczął karierę jako pisarz science fiction, skończył zaś ją jako autor „Dianetyki” i twórca scjentologii. Ten przypadek graniczny jest interesujący nie tyle ze względu na postać Hubbarda, co na status samej science fiction, która może przejść w jakąś postać metafizyki.

Chciałbym, że tak książka była pretekstem do sformułowania przez autorkę własnego stanowiska dotyczącego związku religii i metafizyki z science fiction, ale już w bezpośredni sposób, nie zaś w formie spontanicznie pojawiających się wartościowań, które zresztą należy wydobywać, bowiem pojawiają się zupełnie nieregularnie. Istnieją też wartościowania pozytywne, które wyrażają coś w rodzaju nadziei autorki, że science fiction stanowi odbicie jakiegoś metafizycznego wymiaru. Troską z jaką Dominika Oramus podkreśla pozytywne aspekty istnienia Boga w science fiction pozwala myśleć, że sam dobór dzieł stanowi już rodzaj dowodów metafizycznego, jednak takie wyliczenie raczej do tego nie wystarczy, pozostawiając u czytelnika pewien niedosyt. W innym wypadku Bóg opisywany przez Dominikę Oramus pozostanie bezimienny, metafizycznie niemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s