"Dziś jedynym powszechnikiem jest spam". Kultura spamu

W kulturze antycypacji, wiecznego oczekiwania na coś nowego, jedyną pewnością są niechciane wiadomości. Nikt ich nie chce – ani użytkownik, ani system antyspamowy filtrujący wiadomości, ani nawet czasem sam nadawca (spam mimowolny, spam chwili). Ale czy spam się kiedyś kończy?

Przyznaję, że konto e-mail w serwisie gmail zapewnia mi dobrą ochronę przed spamem – przynajmniej tym oczywistym. Jednak przepuszczono jedną niechcianą wiadomość, która sprawiła, że zaczynam się zastanawiać nad tym, czy była ona wyjątkiem, czy też kolejnym spamem. Spojrzałem raz jeszcze na słupek wiadomości, by zobaczyć, ku mojemu zdziwieniu, że spam goni spam, a za nim występuję kolejny spam. Zmusza to do zapytania o charakter istotności wiadomości w ogóle. Nie chodzi mi o jakieś metafizyczne wiadomości istotne, by zmiksować terminy, którymi posługiwał się Witkacy, ale przyjrzeć się temu jak w elektronicznej codzienności kwalifikowane są wiadomości na te „chciane” i pożądane oraz „niechciane” i unikane. Oczywiście nie chodzi też o jakąś maksymalistyczną redukcję – wyrzucenie wszystkiego co posiada choć jedną nadmiarową literkę, lecz zwrócenie uwagi na to co jest spamem. Inaczej mówiąc „Co zwie się spamem?”, by tym razem przekręcić tytuł książki Heideggera. Żeby móc powiedzieć co jest spamem, musimy założyć, że tego nie wiemy. Jak można się tego dowiedzieć? Na wiele sposobów. Jednym z nich jest redukcja spamologiczna – czyli zawieszamy cały spam i dochodzimy do jakiejś idei, fenomenu, który wykracza poza oczywistość. Gdyby to było na masową skalę możliwe, to zapewne drastycznie zmalałaby ilość wysyłanych wiadomości w ogóle.

Spam jest wdzięczną kategorią teoretyczną, która niestety nie jest dostatecznie wykorzystywana – może gdzieś jest, ale się nie spotkałem.

Możemy mówić o kulturze spamu, gdzie użytkownicy przemierzając bezkresne pola wiadomości nie mogą dojść do czegokolwiek istotnego. Jeden rodzaj spamu jest zastępowany przez inny. Trudno w końcu odróżnić kontakt osobisty od spamu – oto prawo internetowego przyzwyczajenia. Filtry krytyczne użytkownika usypia kolorowa i radosna powtarzalność sloganów, czyli jak można zaryzykować – styl. Styl określany przez formatowanie, czcionkę, długość, kolor i wysokość, elementy graficzne. Styl wiadomości ma nas przekonać, że dany komunikat nie jest spamem. Dlatego też najpierw zwracano się do nas „Szanowny Panie”, później „Cześć Rafał” (niekoniecznie do wszystkich), a na końcu „Wygrałeś nagrodę”. Wszelkie te powitania zdradzały czający się w treści wiadomości spam. Sam tytuł przez swoją oczywistość się demaskował w oczach odbiorcy. Warto zastanowić się na ile akceptujemy spam w naszym elektronicznym życiu. W jaki sposób możemy odróżnić istotność, czy to wprowadzając progi istotności, czy też skupiając się na emocjonalnej reakcji do wiadomości. Kultura spamu nie pyta, lecz przesyła. Refleksja może nastąpić w funkcji spięcie elektrycznego pomiędzy jednym transferem a drugim. Zatem możemy być pewni, że coś dojdzie, coś zostanie przesłane. Dlatego też jedynym powszechnikiem dziś jest spam.

Zakończę cytatem z folderu spam w moim koncie na gmailu:

„Hurra! Brak spamu!”

4 uwagi do wpisu “"Dziś jedynym powszechnikiem jest spam". Kultura spamu

  1. Rafałku bardzo ciekawe spojrzenie na spam aczkolwiek nie moge zgodzić się z częscią tekstu. Nie sądzę, że jedynym powszechnikiem jest spam. Tym bardziej uważam, że niekoniecznie jedyną pewnością są niechciane wiadomości. Po pierwsze dlate…go, że na używanie sformułowań typu „jedyny”, „zawsze”, „wszyscy” czyli tzw. wielkich kwantyfikatorów, generalizacji, trzeba bardzo uważać (to kategoryzowanie bardzo subiektywne przypisane do jednego wzorca, dość mocno uogólnionego). Po drugie dlatego, że powszechników w kulturze konsumpcji widzę znacznie więcej. Z kolei po trzxecie dlatego, że i samo słowo pewność do wielu spraw można przypisać. Oraz dlatego, że dostrzegam w kulturze konsumpcji ludzi, którzy owe wiadomości chca otrzymywać. Przykładem może być tu Pokolenie Y, które stanowi znakomity obiekt reklamy, komercjalizowane do granic wytrzymałości – oni bez tych nowinek co to w spamie i reklamach są przemycane, nie istnieją. Szerzej o tym można poczytać np. u Profesora Zbyszko Melosika. Kultura spamu – chyba zbyt mocno powiedziane?Zobacz więcej

    • Ta generalizacja jest retoryczną, nie ontologiczną. Dopiero mówienie o całości w epoce fragmentaryczności (epoce felietonu, małych narracji, mikrorewolucji etc.) powoduje, że można zwrócić uwagę na dany problem. Jestem wielkim fanem idei semantyki generalnej Alfreda Korzybskiego, który za cel swojego życia postawił walkę z kategoryzacjami i generalizacjami. Też walczę 🙂 Jednak co raz bardziej doceniam generalizację jako metodę retoryczną, tak jak stosował ją Jean Baudrillard („rzeczywistość została zamordowana”) czy Marshall McLuhan („przekaźnik jest przekazem”).

      Stąd też nie odniosę się do wielości innych powszechników – jest ich więcej, nieskończenie mnożących się i zmieniających, zgadzam się.

      Kwestia gloryfikacji spamu i czynienia z rozsyłania wiadomości ofertowych oraz ich przeglądania i przekierowywania, czyniąc je stylem życia i sposobem egzystencji jest interesująca. Spam nie rozprzestrzeniłby się tak, jeśli nie istniałaby armia zwolenników wirusowego marketingu, czy innych rynkowych technologii transferu spamu. I faktycznie – spam to najczęściej nowinki (na pewno nie dobre nowiny rozumiane jako ewangelie epoki cyfrowej), które żyją krótkim życiem, najczęściej jednoklinięciowym, bo tyle energii wynosi skierowanie takiej wiadomości do kosza, czy też pominięcie jej. Bardzo podoba mi się słowo przemyt, którego użyłaś. Bo spamowanie to faktycznie przemycanie informacji, tak aby czujne oko programu antywirusowego ich nie dostrzegło, tak aby użytkownik uznał je za wyraz troski jakiejś instytucji itd.

      Czy chodzi o książkę „Kultura, tożsamość i edukacja”? Jeśli nie to podaj mi proszę gdzie mogę o tym przeczytać.

      PS

      Błagam – nie zwracaj się do mnie Rafałku – nie cierpię tego zdrobnienia 🙂

      • Generalizacja raczej daje autorytarne spojrzenie na rzeczywistość. Owo spojrzenie afirmuje zapędy mentorskie i receptę na posiadanie jedynej, słusznej prawdy. Stanowi wrzucanie „wszystkich” i „wszystkiego” do jednego worka zgeneralizowanego w sposób zaiste subiektywny przez autora. To taka konstukcja, łatwego i prostego schematu. Jeśli jesteś, jak piszesz, fanem idei semantyki generalnej Korzybskiego, nie będę przekonywać do zmiany stylu bo to Twój wybór. Aczkolwiek na pewno warto o tym pomyśleć lub zwrócić uwagę na inne formy całościowego ujmowania zjawisk czy perspektywy spoglądania na całość wszak „doświadczenie absolutnej prawdy jest doświadczeniem absolutnej rzeczywistości i jako takie zakłada bezgraniczną jej wierność. Zdrada tożsama jest bowiem z odrzuceniem jedynych wiarygodnych racji własnego istnienia […] Niemożliwe zatem jest uznanie prawd innych, a zatem pozornych. Dialog z nimi jest niemożliwy, ponieważ mógłby być prowadzony jedynie w imię jakiejś innej prawdy, ważniejszej od doświadczanej przez nas prawdy absolutnej” -że Kubickiego zacytuję. Nie wiem czy szczęsliwie.

        Niewątpliwie Rafale, kwesia spamowania jest niezwykle ciekawa. Raczej jednak mówić można tu o subkulturze aniżeli kulturze. Ciągle uważam, że określenie „kultura spamu” jest naciągnięte.
        Jeśli ktoś posiada bdb program antywirusowy czy program antyspamowy możemy mówić o dotarciu spamu do odbiorcy? jeśli sam odbiorca automatycznie spam kasuje, to jak to jest?

        Pozostałe kwestie omówiliśmy wcześniej. Wybacz, że dopiero dziś odpisuję.

      • Nie rozumiem specjalnie dlaczego mam podcinać gałąź, na której siedzę. Filozofia zawsze była autorytarna i powinna być autorytarna, jeśli przez autorytarność rozumiemy tworzenie pojęć (sposób mojego rozumienia filozofii jest zbliżony do tego zaprezentowanego przez G. Deleuze’a i F. Guattariego w „Co to jest filozofia?”, dlatego też nie będę tego wątku rozwijał, czyli spamował niepotrzebnie streszczając ich poglądy). Dopiero wraz z dialogizmem i postrukturalizmem, które przyniosły kult Inności, fragmentaryczności oraz bezdyskusyjnej gloryfikacji Innego, należy niejako w formie filozoficznego credo wpierw negować własne sądy, by pod przebraniem małych narracji dopiero je wygłaszać. To czym się zajmuję, to filozoficzna krytyka kultury, a nie rozważania nad kulturowym uczestnictwem czy czymś innym – to wątki marginalne, nie docelowe. Jeśli Lessig mówi o kulturze remixu, to oczywistym jest, że nie wszystko jest remiksowane ze wszystkim w każdym momencie. Tutaj jest podobnie, jeśli mówię o spamie, to nie mówię, że wszystko jest nim zawsze. Podobnie jak kłamca, który mówi, że kłamie nie musi robić tego cały czas (cudowna właściwość logiki temporalnej do rozsupływania paradoksów vide jeden z odcinków House’a).

        Nie ulega jednak wątpliwości, że współczesna kultura doksokratyczna (kultura rządów opinii i komentarza) wprowadza niezmiernie dużą ilości spamu. Mnożące się komentarze są przeważnie spamem. Przenikają one do komunikacji międzyludzkiej, stają się jej częścią. Tym samym spam staje się regulatorem komunikacji międzyludzkiej „patrz, kto coś powiedział na forum”, „ale ten jest taki a taki” itd. Użytkownicy kultury poprzez Web oraz inne platformy interaktywne głównie rozsyłają spam – w postaci różnych zaproszeń do grup, nieskończonego wklejania linków na różne portale itd. Nie chodzi o to, że to jest dobre lub złe, uniwersalna, partykularne, żółte, czy czerwone. Najistotniejsze jest to, że tak właśnie realizują się mechanizmy samospamującej się kultury. Właśnie problemem jest to, co nie jest spamem. Jak można wybrać coś, podług jakich kryteriów, co tym spamem nie będzie. I tutaj każda z subkultur daje odpowiedź: Y powiedzą, że spamem nie są reklamy, bo są źródłem ich wiedzy o świecie, studenci powiedzą, że to też nie jest spam, bo mają zniżki, inni jeszcze stworzą społeczność fanowską gromadzącą się wokół danego spamu np. wirtualnych ulotek rozsyłanych przez lokalny zakład pogrzebowy. Zatem dopiero na poziomie rozgrzebywania i wtórnej dystrybucji spam zostaje anty-alchemicznie trasmutowany w przedmiot przyjemności – regularnie i automatycznie dostarczany użytkownikom poprzez interaktywne media. Spam rozumiem zatem na sposób metafizyczny. Metafizyka spamu jest w tym sensie tą ogólnością, z której rodzą się poszczególne subkulturowe i fanowskie partykularyzmy i wpisuje się w tendencje nihilistyczne związane z kryzysem sensu. Spam jest zatem jedną z odpowiedzi na medialny nihilizm.

        Nie postrzegam tego jako prawdę, ale tendencję kultury intensywnie mediatyzowanej. Cały paradoks polega na tym, że jeśli pojawi się głos „wszystko ma znaczenie”, czy też „jedynie wiadomości o długości 546 znaków mają znaczenie”, to nie będę oponował, bo to kolejne tendencje tej kultury, a ich weryfikatorem staje się popularności, a nie siła uzasadnienia. Inaczej mówiąc – mam prawo także do swojego, jak mniemam, epistemicznego spamowania 🙂

        A ludzie są według Ciebie wyposażeni w program antyspamowy?

        pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s